30 Paź

Bohaterowie i mordercy, część 1

„Bohaterowie na dole.
Mordercy na górze”
Cykl Tadeusza Płużańskiego

Część 1:

Pierwsi rozpoznani na „Łączce”

Kwatera „Ł”. Tu komuniści zrzucili potajemnie do bezimiennych dołów śmierci ok. 300 polskich patriotów zamordowanych w ubeckiej katowni przy ul. Rakowieckiej. Bestialski mord miał na zawsze pozostać tajemnicą. Aby bohaterowie tej prawdziwej Polski nigdy nie zostali odnalezieni, zbiorowe jamy grobowe zasypano warstwą ziemi. W III RP, po długiej walce udało się ich jednak wydobyć, a niektórych – mimo zniszczenia szczątków – zidentyfikować. Obok, często w okazałych grobowcach, spoczywają komunistyczni dygnitarze i mordercy. To Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie. Tu łączy się historia bohaterów i ich oprawców.

Prócz tragicznego końca życia polskich antykomunistów powinniśmy przypominać ich niezwykłe życiorysy – życiorysy obywateli najpiękniejszego polskiego pokolenia: pokolenia II Rzeczypospolitej, dla którego triada: Bóg, Honor, Ojczyzna nie były pustymi sloganami, tylko wartościami, za które walczyli i byli gotowi oddać życie. Przedstawiam sylwetki bohaterów wyklętych przez komunę, a dla nas niezłomnych.

W kolejnych odcinkach pokażę zdrajców polskiej sprawy, których groby także znajdują się na Powązkach Wojskowych. To nie tylko Aleja Zasłużonych z Bierutem, Gomułką i Świerczewskim, nie tylko szef stalinowskiej bezpieki Radkiewicz, brutalna „Luna” Brystiger, czy szef wojskowej junty Jaruzelski, ale zastępy czerwonych morderców w mundurach i togach, krwawych sędziów, prokuratorów, śledczych UB, funkcjonariuszy KBW, agentów, donosicieli…

Zdrajca z Krzyżem Walecznych

Nasz cykl rozpoczniemy od bohaterów. Pierwszy zidentyfikowany na „Łączce” to Edmund Bukowski, Wilnianin, porucznik Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego. Po 1945 r. nie złożył broni, by przez całą Europę wozić rozkazy i fundusze do dalszej walki o wolną Polskę. Wielokrotnie odznaczony, m. in. Krzyżem Walecznych. W ciężkim śledztwie na UB nie przyznał się, że prowadził… antypolską działalność. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 13 IV 1950 r. Miał 32 lata.

„Gdy zabrali mi ojca, miałem osiem miesięcy. Nie było też mamy, która jako łączniczka odsiadywała wyrok 15 lat więzienia. Wychowywali mnie dziadkowie. Z naszej rodziny komuniści aresztowali 16 osób” – mówi mi Krzysztof Bukowski, syn porucznika Bukowskiego. – „Przez lata nie wiedziałem, co się stało z ojcem. Teraz, dzięki IPN, już wiem”.

„Wrócił do nas teraz”

Drugi to Eugeniusz Smoliński, wybitny chemik, którego wiedza z zakresu materiałów wybuchowych służyła Komendzie Głównej AK. W 1945 r. komunistyczne władze zgodziły się, aby w Łęgozowie koło Bydgoszczy uruchomił fabrykę zbrojeniową. W lipcu 1947 r. rozpoczął produkcję trotylu. Miesiąc później zatrzymany pod fałszywym zarzutem sabotażu. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 9 IV 1949 r. Miał 44 lata.

Gdy córki Eugeniusza Smolińskiego straciły ojca, jedna miała trzy lata, druga 11 miesięcy. „Mama całe swoje długie życie czekała na tatę, do końca nie wierzyła w jego śmierć” – wspominają. -„Przecież obiecał, że wróci. Wrócił do nas teraz”.

Trzecią ofiarę – Stanisława Łukasika, aby jeszcze bardziej go pohańbić, pogrzebano (i wcześniej zamordowano) w mundurze Wehrmachtu. Zrzucony do zbiorowego dołu śmierci, razem z siedmioma innymi mężczyznami. Jeden na drugiego. Głowa na nogi, nogi na głowę…

Łukasik od „Zapory”

Stanisław Łukasik, „Ryś”, to kapitan AK, żołnierz września 1939 r., dowódca partyzantki na Lubelszczyźnie. Po 1945 r. w zgrupowaniu mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych. Zatrzymany 16 IX 1947 r., wraz z innymi „Zaporczykami” w wyniku prowokacji UB podczas próby przekroczenia granicy. Przeszedł okrutne śledztwo. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 7 III 1949 r. Miał 32 lata.

„Miałem wtedy cztery lata. Aż do dziś nie wiedziałem, gdzie pogrzebali ojca. Kwiaty składałem w kilku symbolicznych miejscach. Nie spodziewałem się, że będę miał go kiedykolwiek obok siebie” – mówi ze łzami w oczach Stanisław Łukasik, syn kapitana Łukasika.

Pelak i Abramowski

Czwarty zidentyfikowany na „Łączce” to Tadeusz Pelak, „Junak” – kolega „Rysia”, także żołnierz „Zapory”. Wyrokiem tego samego krzywoprzysiężnego sądu – razem ze swoim dowódcą i pozostałymi „Zaporczykami” skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 7 III 1949 r. Miał 27 lat.

„Nie było dnia, by mama nie wspominała brata. Nie doczekała jego odnalezienia, ale doczekałyśmy my, jego siostry” – mówi Marianna Gawlik, jedna z sióstr zamordowanego porucznika.

Piąty – Stanisław Abramowski, „Bury”, członek AK, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, Narodowych Sił Zbrojnych (po 1945 r. Narodowego Zjednoczenia Wojskowego). Po zakończeniu wojny z Niemcami wcielony do „ludowego” Wojska Polskiego, skąd zdezerterował. Uczestniczył w wielu akcjach samoobrony przed komunistycznym aparatem represji. W marcu 1947 r. ujawnił się przed komisją amnestyjną. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 30 VII 1948 r. Miał 26 lat. Materiał genetyczny, który pozwolił zidentyfikować „Burego” przekazali IPN jego bracia Władysław i Henryk.

Budelewski i Kasznica

Szósty – Bolesław Budelewski, „Pług”, członek AK i NZW. Podobnie jak pozostali – żołnierz dwóch okupacji. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 15 VII 1948 r. Miał 38 lat.

Jego syn Edmund miał wtedy cztery lata. „Do dziś pamiętam moment, jak zabierali mi ojca. Potem mamę przez wiele lat wyzywano, że była żoną bandyty. Rodzina wiedziała, że tata został zabity, ale nie wiedziała, gdzie go pochowano. Baliśmy się, że tego nigdy nie uda się ustalić. Jestem szczęśliwy, że dzięki IPN tata będzie miał swój grób”.

Siódmy – Stanisław Kasznica, „Stanisław Wąsacz”. Żołnierz września 1939 r. i Powstania Warszawskiego. Prawnik, działacz narodowy, porucznik Wojska Polskiego, podpułkownik i komendant NSZ, po 1945 r. w NZW. Kawaler orderu Virtuti Militari i Krzyża Walecznych (dwukrotnie). Torturowany w śledztwie. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu skazany na czterokrotną karę śmierci.13 lutego 1948 r. komunistyczne„Życie Warszawy” relacjonowało słowa Kasznicy: „Zeznaje równym, spokojnym głosem, okresami potoczystymi, czyściutko wymuskanymi. Nigdy w głosie nie zadrży wzruszenie. Jakiekolwiek. Jest w tym człowieku jakaś gładka, wytworna i obłudna układność, za którą czai się dobrze opanowany strach – i coś ponadto. Nienawiść”.

Stanisław Kasznica został stracony na Mokotowie 12 V 1948 r. Miał 40 lat.
Eleonora Kasznica, siostra, wspominała: „To była chyba poczta pantoflowa. Ktoś nam tę informację przekazał. Nie przyszło do nas żadne oficjalne pismo. Jeden z kolegów brata, który był wtedy w szpitalu w więzieniu mokotowskim, widział przez okno, jak Staszka prowadzono przez dziedziniec pod ścianę, gdzie rozstrzeliwano skazanych. Według jego relacji, brat był prowadzony przez strażników pod ręce, ale w pewnej chwili strząsnął ich ręce i szedł raźno oficerskim krokiem, wiedząc, że idzie na egzekucję. Doszedł do ściany, odwrócił się i wtedy miał dostać strzał w głowę”.

Ostatnia próba ratunku

Po tych siedmiu zidentyfikowanych, na następne nazwiska musieliśmy czekać wiele miesięcy. I doczekaliśmy się m.in. kolejnych żołnierzy „Zapory” i w końcu samego dowódcy: Hieronima Dekutowskiego. W czasie niemieckiej okupacji zrzucony do kraju jako cichociemny, przeprowadził 83 akcje bojowe i dywersyjne. Zasłynął jako obrońca mieszkańców Zamojszczyzny przed represjami. Po „wyzwoleniu” nie złożył broni. W odpowiedzi na czerwony terror jego oddział WiN dokonał wielu brawurowych akcji odwetowych na NKWD, UB, KBW i MO. Schwytanym komunistom na ogół wymierzał kary chłosty, a następnie puszczał ich wolno. Jeśli zabijał, to nie za samą przynależność do PPR czy bezpieki, ale za wyjątkowo szkodliwą działalność. Rozbijał także więzienia, uwalniając aresztowanych.

Razem ze swoimi żołnierzami, już po wyroku śmierci, trafił do celi dla kaesowców, w której siedziało ponad sto osób. Tam podjęli ostatnią próbę ratunku – przez kilka tygodni wiercili dziurę w suficie, aby przez strych dostać się na dach, a stamtąd zjechać na powiązanych prześcieradłach na chodnik Rakowieckiej. Wsypał ich jeden z więźniów kryminalnych, licząc na złagodzenie swojego wyroku.

Tadeusz Płużański

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Logo

O nas

Fundacja Łączka funkcjonuje i działa od 2014 r. tylko dzięki darowiznom od naszych darczyńców oraz dotacjom celowym, które pozyskujemy na poszczególne, realizowane przez nas projekty.

Przekaż datek

Kontakt